SA105 do Niegosławic z bliska. W środku kilka osób, z ich wyglądu i stopnia wzajemnego zaznajomienia sądząc, kolejarzy. Pociągi do Niegosławic na dobę jeździły dwa, z czego pierwszy koło piątej rano, a drugi koło piątej po południu. Czyli typowy takt kolejarski, nie służący nikomu poza pracownikami PKP. Po niedługim czasie ktoś zorientował się, że pieniądze samorządu idą w wielką, czarną dziurę, i połączenie zlikwidował. I tak zniknęło ostatnie, szczątkowe połączenie pasażerskie na odcinku Żagań - Głogów - Leszno.