Ponieważ w pustym Skarżysku zaczęło mi się trochę nudzić, podjechałem sobie do Kielc pierwszym pociągiem, który się trafił. Był to "Staszic" z Warszawy do Kielc. Mimo że wsiadłem do pierwszego wagonu i zająłem miejsce tuż koło przedziału służbowego, żaden z prestiżowych konduktorów nie pofatygował się, by sprawdzić mi bilet. Za to mogłem sobie posłuchać wąsatych dialogów obfitujących w plugawe słowa. W Kielcach okazało się, że moje "Pobrzeże" do Krakowa jest opóźnione o 40 min, więc mogłem posiedzieć i poobserwować ruch na stacji. Na drugim peronie na "Ustronie" z Krakowa do Kołobrzegu oczekuje kilkadziesiąt osób. Taki widok krzepi.